Dzień trzeci
Jestem już tutaj trzeci dzień. Zostały jeszcze cztery. Nie wiem, co stanie się później. Śmierć? Być może.
Jak zwykle obudziły mnie promienie słońca. Lekko się przeciągnęłam i podeszłam do okna. Chciałam chociaż przez chwilę popatrzeć na zieleń. Nie byłam na zewnątrz przez trzy cholerne dni spędzone tutaj. Codziennie chodziłam na spacery. Dopóki nie zostałam porwana. To przez to całe moje życie się zmieniło. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, co czuje teraz moja przyjaciółka. Pewnie umiera ze strachu. A moi rodzice? Cóż... myślę, że skończyli już z poszukiwaniami i poddali się po trzech dniach. Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było.
Podeszłam do szafy i wygrzebałam jakieś krótkie spodenki i koszulką ze SpongeBob'em. Pomimo tego, że zostałam porwana to nie miałam tutaj jakiś najgorszych warunków. Miałam dostęp do łazienki, ubrania, wszystkiego. Może oprócz wolności. Byłam pilnowana, jakbym była jakimś więźniem, albo kryminalistom.
W łazience poszło mi dość szybko, dlatego postanowiłam zejść na dół. Dzisiaj wstałam bardzo wcześnie. 8.12 to dla mnie bardzo wczesna godzina. Zazwyczaj o tej porze dopiero chodziłam spać. No, ale cóż. Czasy się zmieniają. Nic na to nie poradzimy.

-Harry? - zapytałam - Dlaczego dwie jaskółki?
Chłopak, kiedy usłyszał mój głos lekko się wzdrygnął. Jednak, kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się.
-Jedna jaskółka jest dla mojej mamy, druga dla siostry - powiedział lekko smutny.
Widziałam, że temat rodziny jest dla niego trudnym tematem, więc postanowiłam nie pytać o więcej. Myślę, że kiedy będzie gotowy, żeby mi o tym powiedzieć, zrobi to. Nie chcę naciskać.
Uśmiechnęłam się lekko i ruszyłam do kuchni, by nalać sobie wody. Kiedy wchodziłam do kuchni zauważyłam czarnowłosą dziewczynę, siedzącą na krześle w kuchni. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, że jest to jakaś kolejna zabawka Niall'a, ale po dłuższym zastanowieniu nie wyglądała na dziwkę.
-Hej, jestem Rose - uśmiechnęła się szeroko - Siostra Zayn'a.
-Cassie - również się uśmiechnęłam.
Usiadłam obok niej i zaczęłam pić wodę. Kątem oka na nią spojrzałam. Była bardzo ładna. W porównaniu do niej byłam jakimś gównem.
-Posłuchaj - zaczęła - Bardzo mi przykro, że tu jesteś.
Spuściła głowę.
-To nie twoja wina - uśmiechnęłam się lekko.
-Wiem, ale czuje się winna - ponownie spuściła głowę.
-Cassie, my wychodzimy! - usłyszałam męski głos - Rosalie będzie miała cię na oku.
Wychodzą? Gdzie? Jednak zostanę sama. Muszą mi naprawdę ufać. Albo wiedzą, że i tak nie mam gdzie uciec.
Kiedy usłyszałam zamknięcie drzwi uśmiechnęłam się.
~*~
-Kiedy ostatnio byłaś na zewnątrz? - zapytała Rose.
-Jakieś cztery dni temu - powiedziałam smutna.
Ona tylko złapała mnie za rękę i wyprowadziła z domu.
-Zrobimy sobie spacer - pisnęła uradowana.

Wyszliśmy z domu, a ja dopiero teraz zauważyłam, że wcale nie mieszkamy na jakimś pustkowiu, gdzie nie ma cywilizacji. Jest tutaj kilka domów. Bez problemu mogłabym uciec. Jednak wiem, że z moją psychiką nie dałabym rady. Nie wytrzymałabym takiej ucieczki. Za bardzo bałabym się konsekwencji.
Spacerowaliśmy po ulicach Nowego Jorku. To miasto było naprawdę piękne, ale nic nie dorówna Los Angeles.
-Tak właściwie, to skąd jesteś? - zapytała po chwili szatynka.
-Los Angeles - kiedy to powiedziałam, ona uformowała usta w kształt litery "o".
-A wy mieszkacie tutaj od urodzenia? - zapytałam.
Szybko zaprzeczyła głową.
-Mieszkaliśmy w Bradford, tyle, że ze spraw "biznesowych" - zrobiła nawias palcami - Przeprowadziliśmy się tutaj. Później Zayn poznał chłopców i już tak zostało.
Kiedy skończyła mówić wzruszyła ramionami. Chyba niezbyt przepadała za swoim obecnym życiem. Nie kręciło ją walki, broń, narkotyki. Była zwykłą dziewczyną, której brat wykonuje brudną robotę i tym samym niszczy jej życie, prawdopodobnie nie wiedząc o tym.
~*~
Wróciłyśmy do domu, ale chłopców jeszcze nie było. Postanowiłam, więc że pójdę do swojego pokoju. Kiedy przechodziłam przez długi korytarz na górze otwarte drzwi przykuły moją uwagę. Były to drzwi do pokoju Niall'a. I tak go nie ma, więc postanowiłam tam zajrzeć.
Na początku wydawało mi się, że to zwykły pokój. Niebieskie ściany, łóżko pod oknem. Normalny pokój. Na jednej ze ścian wisiały zdjęcia. Spojrzałam na jedno z nich. Był tam mały Niall, mała dziewczynka i dorosła kobieta. To zdjęcie bardzo mnie zaciekawiło. Nie wiedziałam, ze blondyn ma rodzinę. Przecież to niemożliwe, żeby rodzina pozwalała mu na to, co robi w swoim życiu. Później zauważyłam broń na biurku. Leżał tam też woreczek. Woreczek z narkotykami.
-Co ty tu kurwa robisz? - usłyszałam męski głos.
Sparaliżowana się odwróciłam. Przede mną stał Niall. Wkurzony Niall.
-J-Ja - nie mogłam się wysłowić.
Przez chwilę wpatrywałam się w jego błękitne oczy. Wyrażały tyle tajemnic, a zarazem uczuć. Nie można było go rozgryźć, a w tym momencie chciałam wiedzieć, o czym myśli i co zaprząta jego głowę. Delikatnie przesunął rękę po moim policzku. Jego ręce były takie gładkie i delikatne. Nie okazywały tego, co robi w życiu. Objął mnie w talii. Nasze ciała się stykały. Nie było żadnych granic. Żadnych centymetrów. Milimetrów. Nie dzieliło nas nic. Po chwili musnął swoimi ustami moje. Nie wiedziałam, że Niall mógłby być wrażliwy. Dla mnie zawsze był tym "brutalnym blondynem". A może on potrzebował miłości? Potrzebował uczuć. Po chwili nasz pocałunek nieco się pogłębił. Czułam smak jego ust. Słodkie. Położył swoją rękę na moim biodrze i jeszcze mocniej mnie do siebie przyciągnął. Nasz pocałunek pogłębił się. Teraz pasował do osobowości Niall'a. Brutalny. Nienawidziłam go. Ale dlaczego to mi się podobało? Dlaczego nie chciałam przestać? Czułam, jak powoli podnosi moją bluzkę. Nie mogłam mu na to pozwolić. W tym samym momencie gwałtownie się odsunęłam. Ostatni raz spojrzałam na błękitne tęczówki. Tęczówki skrywające tajemnice i wyszłam. Wyszłam starając się zapomnieć, o tym co się stało. O tym, co miało miejsce kilka sekund temu. Jak głupia byłam? Nie powinnam była mu na to pozwalać. Ten chłopak oznacza same kłopoty. Jestem tego pewna. On nie ma uczuć. Przynajmniej tak mi się wydaje. Musiałam o tym zapomnieć. Zapomnieć szybko.
~*~
Leżałam na swoim materacu i przemyśliwałam sprawę, która miała miejsce kilka godzin temu. Co we mnie wstąpiło? Czemu go nie zatrzymałam? To nie powinno się zdarzyć. Nigdy.
Po chwili drzwi się otworzyły. Stanęła w nich znana mi osoba.
-Mogę na chwilę? - zapytał.
Przytaknęłam. Czemu był taki miły?
-Posłuchaj - usiadł obok mnie - Chciałem cię przeprosić. Chyba za bardzo przypominałaś mi ją.
Jaką ją? Chwila... o czym on mówi? Kim była ONA? Nie wiem nic.
-Kim ona jest? - zapytałam.
-Moja siostra - szepnął - Moja mała siostra.
To pewnie z nią był na zdjęciu. To wyjaśniałoby bardzo wiele. Ale jeśli to siostra Niall'a, to gdzie teraz jest?
-Co się z nią stało? - zapytałam spuszczając głowę.
-Urwała ze mną kontakt, tak jak mama - powiedział smutny.
-Och - wyszeptałam.
Nie wiedziałam, co zrobić, więc po prostu go przytuliłam. Chyba przez chwilę był lekko oszołomiony, ale po chwili odwzajemnił uścisk.
Dzisiaj nauczyłam się czegoś ważnego. Nie mogę oceniać książki po okładce. Dowiedziałam się również, że Niall to normalny chłopak. Nie żaden zabójca. Może po prostu zszedł na złą drogę.
Mamy 5 :) No i widzicie? Niall wcale nie jest taki zły.
Bardzo chciałam wam podziękować za prawie 40 komentarzy pod ostatnim rozdziałem. No i mam nadzieję, że tutaj będzie podobnie. Postanowiłam, że nie będę zadawała już tych pytań. No dobra. Może jedno.
1. Co sądzicie o Rose?
Ach no i nowy rozdział pojawi się we wtorek lub w środę. 7 w czwartek. Jednak mamy problem. 8 rozdział dodam jakoś za tydzień lub nawet dwa, gdyż wyjeżdżam do Hiszpanii i nie będę miała czasu na pisanie ;<.